Normalnie to młodzież pali papierosy, bierze narkotyki czy pije alkohol. To są normy, które nikogo już dzisiaj nie dziwią(!). Reszta „nie-używkowa” musi bardzo uważać by w najgorszym okresie dorastania(gimnazjum) nie nadziać się na jakieś uzależnienie czy patologie. Nie jest to takie łatwe, ponieważ promuje się swobodne życia „fuck it” w mediach(internecie szczególnie), a poza tym nad każdym 13-latkiem wisi presja rówieśników(na których media również mają wpływ). Nietrudno upaść na dno, trudniej z niego powstać. Bywają tacy, którzy już w tym wieku borykają się z uzależnieniem które trwa w przyszłości dobre kilkanaście lat! Niestety ja, przewyższam o głowę tych >>normalnych<<, którzy tylko spełniają normy i jestem INNY. Nie zawsze uśmiechnięty(!). Zaspany(!). Melancholijny(!). Mało-rozmowny(!). Introwertyczny(!). „Inne dzieci są pomocne, uśmiechnięte, pełne życia(sic!), a Ty ciągle śpisz, cały czas się nie odzywasz i wprowadzasz w życie: nie-życie” I jeszcze ta cicha, spokojna, niczym-nie-wyjątkowa, nieprowokująca Eva, która zarazem jest demoralizująca. SZCZYT.

***

Czasem w naszym życiu przychodzą dni, kiedy nawet my, obrońcy życia ponad wszystko, utożsamiamy się z samobójcami. Czasem przychodzą takie dni, kiedy nieświadomie czekamy na śmierć. Nie potrafimy powiedzieć sobie tego wprost, ale jak dojdziemy do prawdy, okazuje się że jedyne co nas uszczęśliwi to nieodległa w czasie śmierć. Czy jest ona jedynym wyjściem, by pozbyć się, uciec od wszystkich problemów? Na pewno jest pewnym wyjściem, ale tchórzowskim. Znacie stan, kiedy pierwsze wasze pytanie to: A może to dziś jest mój ostatni dzień?

Bez obaw. Samobójstwo nie wchodzi w grę. Po prostu nie którym to nie wypada. Ale myślę, że nie bez powodu powtarzam bo Popiełuszce słowa: „Ja długo nie pożyję.”

***

Piątek, dwudziestego czwartego inaugurował Dni Częstochowy. W pobliżu był organizowany dość duży koncert Sylwii Grzeszczak i Kory. Początkowo myślałem, że nie będę miał z kim iść. Potem okazało się że idziemy w osiem osób. Nie wiem w ogóle jak to się stało, że zbytnio się nie starając o to, dostałem autograf od Sylwii :)



– oto nagranie z koncertu.



– a to piosenka częstochowskiego (ale moim zdaniem świetnego) zespołu NEFRE.

 

Pozdrawiam :)

Otagowane:  

15 sierpień. Na ONET.PL w zakładce niegdyś znanej jako: Waszym zdaniem, widzę napis w stylu: Częstochowa zdziera z pielgrzymów.


http://frau-be.blogspot.com/

Wchodzę do blogowego wpisu, gdzie autorka próbuje mi wmówić, że rządzący Jasną Górą w Częstochowie mało uczciwie chcą zarobić na pielgrzymach.

Sanktuarium drze kasę z pielgrzymów od parkingu aż po obraz. Zostawić „ofiarę”, zamówić mszę za „co łaska” i „wesprzeć jałmużną” można dosłownie wszędzie, z wc włącznie.

Co jak co, ale o Częstochowie i częstochowskich obyczajach wiem dużo i nikt nikogo tutaj nie wykorzystuje! Wielkomyślny poseł (wcześniej radny Częstochowy) Marek Balt zaproponował podatek od pielgrzyma(ok. 2zł/os.). Jednak Częstochowianie wyrazili sprzeciw, choć taki podatek poprawiłby stan naszego miasta. Ale żeby nie obciążać pielgrzymów taka forma zwiększenia budżetu odeszła w zapomnienie.

W okolicy Jasnej Góry w przeciwieństwie do innych miast, ceny mimo krótkotrwałego przypływu klientów nie podniosły się. Bynajmniej są one niższe niż na np. Krupówkach. Opłata za parking, miejsce namiotowe czy nocleg na wyznaczonym terenie jest dobrowolna. Zamawianie mszy też wcale nie jest obowiązkowym punktem wycieczki. Ofiara, czy inne wydatki zależą od chęci samego pielgrzyma!  A WC jest w każdym miejscu Polski płatne, więc nie przesadzajmy.

Autorka ubolewa nad przyozdobieniem obrazu i wnętrza Jasnej Góry. Krytykuje kler i obecny kościół, czego nie skomentuje, ponieważ każdy ma na ten temat różne zdanie. I dobrze.

Oczywiście, żeby nie pozwolić na oczernianie miejsca, które może odwiedzić każdy i wbrew pozorom nie zostanie okradziony… zostawiłem komentarz.

Autorka wytycza sześć zasad, które musi spełnić opublikowany komentarz.

Jeżeli chcesz, aby Twój komentarz był dodany, pamiętaj:
1. Szanuj swój język ojczysty i pisz zgodnie z zasadami.
2. Miej odwagę się podpisać.
3. Wypowiadaj się na temat.
4. Zostaw ewentualne chamstwo dla innych.
5. Nie obrażaj.
6. To mój blog i ja decyduję o jego zawartości.

 

1.Spełnione.

2.Niewygodny + link

3.OK

4.Nie było na prawdę żadnego chamstwa w moim wpisie.

5.Nie obrażałem ani autorki, ani głosicieli odmiennego zdania.

6.Do jakiegoś stopnia trzeba mieć dystans w internecie więc tłumaczyłem tą regułę jako: Nie publikuje komentarzy propagujących nienawiść, chamstwo itd. Nawet mi przez myśl nie przyszło że nowoczesna blogerka potrafi być tak pyszałkowata by…

..Nie opublikować komentarza, cóż nie powiem że wygodnego( w końcu pseudonim coś znaczy ;) ), bo zawierał wiele zarzutów do wyjaśnienia, ale w żadnym stopniu nie obrażający nikogo, ani nie ubliżający autorce.

Och tak, ale trzeba być wielkim tchórzem i obłudnikiem by publikować tylko pochlebne komentarze. Ja szanowałem zdanie autorki. Napisałem dość długi wpis, poświęciłem na to trochę czasu. Chciałem nawiązać dyskusję. Tylko kompletny głupiec nie potrafi dyskutować. Rozumiem, być może mój komentarz to nie był strzał w 10 w gusta autorki, ale sam prowadzę bloga, bywały lepsze i gorsze komentarze. Wszystkie jednak zostały opublikowane i każdy autor, który poświecił mi choćby minutę, otrzymał odpowiedź.

Widocznie autorka prowadzi blog dla tych, którzy zatrzymali się ze swoim światopoglądem? „Tylko krowa zdania nie zmienia„. Ale ja tu zmienić zdanie, skoro ignoruje się każdy odmienny odgłos? Apeluję do blogerki o wstrzymanie takich działań, bo nawet sama etyka nam tego zabrania.

Nie musimy publikować na własnym blogu oszczerstw kierowanych do nas, ale za to nie możemy kasować niektórych komentarzy tylko ze względu na inne poglądy.

„Wielu ludzi jest za wolnością słowa dla siebie samych i dla tych, którzy się z nimi zgadzają.” - (źródło: 
http://libertarianizm.pl
)

Drodzy blogerzy, jeżeli prowadzicie bloga, wyrażacie na nim własne zdanie, pozwólcie innym na dyskusję z wami, albo wyraźnie napiszcie: AUTOR NIE DYSKUTUJE Z LUDŹMI Z INNYM ŚWIATOPOGLĄDEM.

Droga autorko, jeżeli Cię zbytnio uraziłem, przepraszam. Liczę że nie wyklniesz mnie na wieki. Napisałem to co myślałem o tej wygodzie wybierania komentarzy, jak ubrań w sklepie. Również nie jestem za publikowaniem chamstwa, nienawiści i fałszywych oszczerstw, ale mój komentarz pisałem najładniej i najgrzeczniej jak tylko potrafiłem. Byłem bardzo ciekawy odpowiedzi kogoś kto był w Częstochowie turystą, ale nie skoloryzowanej jak wpis. Byłem ciekawy za co płaciła Twoja przyjaciółka, która „co chwilę wyjmowała portmonetkę i wrzucała, podawała, kładła kolejne banknoty”. Jesteś na prawdę świetną blogerką, skupiasz na sobie niemałe grono czytelników, więc szanuj także i tych co będą Twoją opozycją :)

Pozdrawiam serdecznie!

I na prawdę wszystkich wierzących i niewierzących zapraszam do (wcale nie takiej złej) Częstochowy! :))

Otagowane:  

GRAŻYNA ŻARKO

Nie udzielałem się zbytnio w odkrywaniu tej postaci i Bogu dziękuję, że nie posunąłem się do powiedzenia złego słowa na tą starszą kobietę. „Grażyna Żarko” – to nie nazwisko, lecz projekt, który pokazał nam samym, jaką przyszłość niesie ze sobą dzisiejsze pokolenie. Chamstwo, chamstwo i jeszcze raz chamstwo. Tym można podsumować dzisiejszą Polskę.

Kontrowersyjna postać wyrażająca fanatyczne chrześcijaństwo w internecie. Poruszała najbardziej sporne tematy. Mówiła mało-inteligentnym językiem o kwestiach nauczania, wyrażania opinii czy dorastania. Każde jej zdanie pachniało kościołem, prostactwem i zwykłym chamstwem. Rzeczywiście postać niezbyt ciekawa. Czytaj: negatywna.

Owszem, krytyka jej się jak najbardziej należała. Ale czy ją otrzymała? Niejeden opowiedziałby mi, że tak, otrzymała tysiące negatywnych opinii w komentarzach, setki filmów propagujących nienawiść do niej, setki gróźb i prowokujących wiadomości. Ale w tym niespełna milionie złych słów – nie znalazło się miejsce na konstruktywną krytykę! Nikt nie raczył powiedzieć jej bez „kurw”, że jej filmy są nieodpowiednie. Nikt tego nie zrobił, bo jak sam autor projektu twierdził, że na to nie było miejsca w komercyjnym do granic YouTubie.

O samej Grażynie Żarko, dowiedziałem się niedawno. Jakoś tydzień przed zakończeniem projektu. Po kilku filmach zaprzestałem oglądania tego, stwierdzając że nie warto wchodzić z takimi osobami z interakcje. Nie warto komentować. Albo pożal się Boże… nagrywać filmików, podwyższając własne ego. Nie warto było nawet o niej pisać, dlatego też nie przeczytaliście o tej pani, u mnie, na blogu.

Dzisiaj wszystko stało się jasne. Projekt oszukał wszystkich, którzy swój słaby charakter nadrabiali krytykując kogoś tak żałosnego jak postać pani Żarko. Wszyscy nagle doznali oświecenia, jak to zostali sprowokowani i zmanipulowani. Nagle wszyscy zaczęli przepraszać aktorkę, występującą pod imieniem Grażyna. I chwała im za to! Zresztą co mogliby więcej zrobić, niż żałować za słowa? Szkoda jedynie, że niektórzy przepraszają ją, na facebookowych stronach, które z niej drwią.

Projekt możemy podsumować sukcesem, choć pozostał po nim pewien żal. Żal za czyny tych co trochę przesadzali i żal samej aktorki, bo choć wiedziała, że wszystko kierowane jest do Grażyny… mogła sama przechodzić załamania po kolejnych groźbach, bo wciąż wizerunek miała ten sam! Osobiście współczuję Pani Annie, bo mało ją dzieliło od doświadczenia przemocy na ulicy. Projekt nam czarno na białym pokazał jak co poniektórzy potrafią być tak łatwo sprowokowani! Pokazał nam, że nie znamy właściwie pojęcia wolność słowa, bo używamy je w aspekcie tego, gdy zabrania się nam chamstwa i innych zachować antyspołecznych. „Wolność słowa” – to słowa zbyt często używane przez nie-za-bardzo rozumiejącą je młodzież. Projekt pokazał jak niektórzy, Ci przeciwko systemowi, potrafili się tak łatwo poddać komuś, kto nie jest tego wart. Każda odsłona to (w wypadku osoby pobierającej zysk z reklam) kolejne pieniądze, więc Ci „jebiący kapitalizm” sami go napędzają, dając się złapać w sidła niejednej siejącej chamstwo Grażynie Żarko.

Autor projektu wspomina o wydaleniu z redakcji Eska ROCK Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego za wypowiedź na antenie radiowej. Pyta, dlaczego za obrażanie kogoś w radiu są przewidziane kary, a internetowi trolle pozostają bezkarni! Niezwykle trafił w sedno. Dlaczego nie respektujemy polskiego prawa w internecie, skoro to część mediów. Zaś, gdyby kogoś posądzono o obrazę w internecie, znów doświadczylibyśmy pospolitego ruszenia wykrzykując: WOLNOŚĆ SŁOWA W INTERNECIE! Czy zatem wolność słowa jest przyzwoleniem na nienawiść i propagowanie nienawiści?  „Pod filmami pojawiło się 74564 komentarzy. Większość z nich, gdyby została wypowiedziana w mediach tradycyjnych, zakończyłaby się procesami i gigantyczną karą nałożoną na nadawcę.” – taką wzmiankę możemy przeczytać  w filmie Gr@żyna, który podsumowuje projekt „Grażyna Żarko”.

Warto też zwrócić uwagę, że nieobrażanie Grażyny Żarko(Anny Lisak) tylko dlatego, że nie jest „moherem” czy fanatycznym katolikiem, wcale nie oznacza, że takowe starsze panie, można obrażać.

Manipulacja, uważajcie, aby się jej nie poddawać. Nauczcie się rozpoznawać język propagandy, nie ulegajcie modom, ufajcie samym sobie…. Nie odpowiada mi perspektywa bycia manipulowanym. Nie lubię manifestacji i zbiorowych uniesień, bo fałszują rzeczywistość. Łatwo się w końcu porwać czemuś, czego do końca się nie rozumie. Wtapiasz się w dziki tłum i czujesz jego emocje. A potem głupiejesz. I już tracisz własną indywidualność. A to, moi drodzy może okazać się bardzo niebezpieczne.

 

Niewygodny

Film podsumowujący projekt: http://youtu.be/xLIqyVsUnuk

Smutne szczęście.

Dodano 9 lipca 2012, w Moja filozofia, O mnie, przez Niewygodny

Witam w wakacyjnym humorze! :)

Rok szkolny się skończył, więc dla uczniów zaczął się ciepły i pełen przygód okres. Nie narzekam na pogodę, choć powoli codzienne burze mnie męczą. W nagrodę za wyniki w nauce w klasie drugiej dostałem taką książkę. Ewa Nowak, Piątki. Książka niegruba, litery wielkie – więc ja, człowiek który ogłasza, że nie potrafi skupić się długo nad jedną książką , zdecydowałem że ją przeczytam!

Piątki okazały się świetne, mimo że były kierowane do młodszych nastolatków (tak mniej więcej 13 lat). Skończywszy Piątki, po 5 minutach sięgnąłem po następną książkę autorki(którą wcześniej pożyczyłem), otóż Dane wrażliwe. I tak właśnie, pani Nowak zdobyła moją sympatię. Dlaczego one mnie ciekawią? Może dlatego, że poruszają problemy czasów współczesnych(pisane są przez pedagoga-terapeutę), a tego szukałem od wielu wielu lat w książkach. Zdecydowałem że przeczytam jej wszystkie książki. Dzisiaj lecę do biblioteki z choleryczką, żeby wypożyczyć Wszystko tylko nie mięta, a w ciągu tego weekendu udało mi się połknąć jeszcze Niewzruszenie i Bardzo biała wrona. Ta druga zszargała mi psychikę na kilka dobrych chwil. Do książek oczywiście zapędziły mnie Choleryczka i Albinoska, więc wieelkie dziękuję! :)

Teraz prowadzę taki tryb życia zleniwiony. Chodzenie spać mniej więcej o 4, wstawanie o 14. Ale podoba mi się to! Mimo że tracę pół dnia, chociaż wychodzę w pełni wyspany i wyszykowany około 15 z domu! :) Nie nudzę się. Mam mało problemów, więc wszystko się układa! :)

Choć wciąż czekam na coś, mimo że nie wiem na co. Ludzie uważają że jestem bardzo towarzyski i mam swoje grono przyjaciół(sic!) i ogólnie jestem bardzo przy nich szczęśliwy i otwarty! Lena(tak się stało że piszemy ze sobą) napisała coś mniej więcej tak: kto jak kto, ale Ty MM to jesteś bardzo towarzyski! Kurcze, może się ludziom rzeczywiście tak wydaje… Smutne smutne!

PS. To jest taki troszeczkę wpis stały na wakacje, tzn. oczywiście, że jeszcze jakiś będzie, ale nie w najbliższym czasie. Zapraszam wszystkich do korespondencji mailowej ze mną! mm_niewygodny@o2.pl Szczerze mówiąc nie proszę was, ale wręcz czekam na jakiekolwiek wiadomości od was! :) Będę odpowiadał na bieżąco!:)

PS2. W związku w moim wczorajszym rozgoryczeniem, gdy zobaczyłem że blog PannaNikt94 przestał istnieć, proszę z całego serca autorkę, o również skontaktowanie się ze mną mailowo! :)

Wszystkich pozdrawiam i życzę przygód, przyjaciół i bezpiecznych wakacji! :)

Niewygodny! i mail jeszcze raz powtarzam: mm_niewygodny@o2.pl

Otagowane:  

Słyszysz?

Dodano 25 czerwca 2012, w Krytyka młodego człowieka, przez Niewygodny

Witaj XYZ,

przepraszam, że zaprzątam Twoją głowę moimi błahymi sprawami, ale nie znalazłem nikogo innego, kto mógłby mi pomóc.

Jest już koniec roku. Niby wszystko ok. Oceny perfekcyjne, świadectwo z paskiem, wszystkie sprawy pozałatwiane, luz. Ale jednak jest coś, co nie pozwala mi na spokój. Nie mam nawet humoru, by posłuchać muzyki. Nie chodzi o moje liczne konflikty, nie chodzi o moją rodzinę. Chodzi o moje relacje z tymi, pozornie najbliższymi przyjaciółmi, znajomymi. Ktoś z zewnątrz mógłby ocenić: wszystko jest w porządku. Ale jednak wewnątrz zagubiłem się w lesie fałszu tych.. najbliższych. Każde właściwie nadaje na każdego, każde z pewnością siebie potakuje mi na moje słowa. Choleryczka, zapytała mnie ostatnio: dlaczego nie koleguję się z wieloma osobami? Odpowiedz mi na to pytanie. Dlaczego? Dlaczego też właściwie każdy traktuje mnie tak, jakbym był kimś, kogo można wykorzystywać? Czy może jestem tego wart? Dlaczego wszystko musiało się pokomplikować? Może warto być takim lizodupnym bezwartościowym „ludziem” jak Choleryczka? Może wtedy spodobam się ludziom? :( Jak widzę teraz jedynie została mi(choć nawet nie wiem, czy mam pewność tego co piszę) Eva. I wiesz Ty co? Niech tak zostanie. A reszta.. Flegmatyk, Choleryczka, LOCZKA i reszta.. niech się goni.

Pozdrawiam Cię, XYZ

PS. Szkoda, że nie istniejesz, bo byś był z pewnością świetnym przyjacielem :)

 

Jak pisałem w poprzednim wpisie, uważam, że stopnie w szkole – to głupota! Teraz, w okresie wystawiania ocen, jeszcze bardziej udziela mi się we znaki nienawiść do stopni.

Cicha woda, która nic nie umie z matematyki, o wszystko pyta Evę i nie umie zrobić choćby jednego zadania bez pomocy nauczycielki – ma ocenę bardzo dobrą z matematyki:) Zaś Eva, która właściwie umie więcej z matmy niż wszyscy w klasie razem wzięci – musi walczyć o 4, bo pani za nią nie przepada. Widać, że błędy w współczesnym systemie edukacji można zauważyć w najbardziej podstawowych sytuacjach.

Zatem skoro tak to krytykuję, to co właściwie proponuję?

Otóż myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie stopni 1-6 i zastąpienie ich oceną opisową. Zaś pod koniec semestru powinien być przeprowadzany test z każdego przedmiotu oparty na zadaniach, wymagających użycie wiedzy w praktyce. Pięćdziesięciozadaniowy test – z trzech przedmiotów głównych: 40 zadań łatwych, jednokrotnego wyboru. 5 zadań średnich wielokrotnego wyboru. 5 zadań trudnych(w stosunku do łatwych – wcale nie zadania z jakiś olimpiad itd.) Testów z 50 zadaniami, uczeń otrzyma tylko trzy, z przedmiotów, których uczy się na poziomie rozszerzonym(na lekcjach wiedza ponadprogramowa – zaś zadania na teście są tylko treści objęte podstawą). Z reszty przedmiotów: test 25 zadań(w tym min. 3 otwarte) z każdego przedmiotu. Oczywiście wszystko w odpowiednim czasie i na wszystko odpowiedni czas. Terminy testów określa dyrekcja szkoły. Każdy przedmiot – w inny dzień. Podobnie jak test gimnazjalny, lecz bez większego stresu i nocnego wkuwania. Zadania będą łatwe, ponieważ będą obejmowały na prawdę podstawowe zagadnienia. Ważna będzie tylko umiejętność ucznia, wykorzystywania wiedzy w praktyce. Wynik z testu jest wpisywany do dzienników, a na podstawie skali ocen, jest wystawiana z testu(jedyna w tej szkole z pracy pisemnej) ocena.

W grę podczas wystawiania stopni końcowych wchodzą: ocena z testu kompetencji(opisanego wyżej), ocena nauczyciela za całokształt pracy(pracował, mało pracował, nie pracował – nie oceniana jest prawidłowość pracy, tylko jej obecność lub brak – oczywiście wszystko w skali 1-6) oraz stopień wystawiany przez nauczyciela oceniający rozwój ucznia w danej dziedzinie(postępy ucznia w nauce w ciągu danego semestru). Te trzy oceny (1-6) decydują o ocenie wpisanej na świadectwo w standardzie MEN. Po co te testy i wystawianie ocen? Chodzi o zwyczajną powszechność w szukaniu szkoły ponadgimnazjalnej, podanie o stypendium itd.(Świadectwa muszą być identyczne, jak te standardowe i powszechne Ministerstwa Edukacji, by uczniom mojej szkoły przypadały te same prawa, jak pozostałym).

 

Przepraszam, że tak nawijam o tej nudnej edukacji, ale wciąż czekam na wasze za i przeciw, bo pomysł cały czas mam zamiar szlifować ulepszać i zrealizować go z 0,0000001 % nieprawidłowości.

Pozdrawiam! :)

Otagowane:  

Witam serdecznie!:)

Przepraszam, że nie pisałem, ale na prawdę przygniótł mnie ciężki wór pracy, związany z końcem roku, konkursami i obowiązkowymi projektami edukacyjnymi.  Otóż koniec roku, jak w każdej klasie niełatwy. Setki kartkóweczek(które łączą się w niemałą całość), odpowiedzi ustne, wypracowania, prezentacje. Nauczyciele wiele sobie życzą, a wszystkie prace muszą być zrobione w tym samym terminie. I tak mamy szczęście, że rok szkolny jest przedłużony o tydzień, bo ten semestr był wyjątkowo krótki, przez liczne święta itd.  Wypracowanie z francuskiego, konkurs z fizyki, ćwiczenia z techniki, kartkówka z historii i olimpiada medialna, projekt o moim mieście, projekt o Microsofcie, projekt o Januszu Korczaku – wszystko to do załatwienia w 1,5 dnia. Ogólnie to chodziłem spać gdzieś po 3, potem wstawałem ledwo żywy i do szkoły.

Pisząc, ucząc się, robiąc jakieś prezentacje rozmyślałem, czy to ma sens? Ta cała nauka, skoro i tak wszystko zapomnę. Przyszło mi wtedy do głowy, że ocenianie w skali 1-6 jest głupotą, bo wcale nie ocenia sprawiedliwie faktycznej wiedzy ucznia(bo sprawdza ją na np. czterozadaniowym teście) oraz nie informuje ucznia o jego konkretnej wiedzy.

Przykłady:

1.Uczeń mógłby spróbować napisać wypracowanie w języku obcym sam, spróbować napisać je w innym czasie, rozwinąć się – ale nie, nie zrobi tego, bo gdyby się pomylił dostałby złą ocenę – i uczeń pisze pracę podyktowaną przez korepetytora.

2. Uczeń mógłby spróbować namalować coś, czego jeszcze nigdy nie malował, ale boi się, że jego praca będzie wtedy gorzej oceniona.

Dlaczego ten system jest zły? Ponieważ oceny, które kiedyś miały informować ucznia, nauczycieli i rodziców o jego wiedzy, stały się dzisiaj narzędziem do walki o stypendia, świadectwa z paskiem, o laury i o „lepszość”. Uczeń pisząc jakiekolwiek wypracowanie, nie dostaje informacji co musi poćwiczyć, tylko dostaje cyferkę, która musi mu wystarczyć, a w rzeczywistości niszczy jego szanse na sukces. Oceny dzisiaj działają motywująco na mało kogo. Częściej dostając 2 z przedmiotu, uczeń woli powiedzieć: nauczyciel nie potrafi uczyć, to nie moja bajka, jestem humanistą, ścisłowcem. Jakże fajnym sposobem na rozwijanie swoich umiejętności byłaby informacja od nauczyciela co warto poprawić, poćwiczyć. Moja dyrektorka, entuzjastka edukacji, wprowadziło do szkoły OK(Ocenianie Kształtujące). Czyli: nacobezu – na co będziemy zwracać uwagę(jaka wiedza będzie wymagana na sprawdzianie, jakie definicje, jaki typ zadań itd.), cele lekcji – czyli czego się nauczymy na danej lekcji(wg mnie to jest zbędne), oraz informacja zwrotna – czyli wytyczenie na pracy (kartkówce, wypracowaniu, sprawdzianie) uczniowi informacji, co wie, czego nie wie, co musi poprawić, powtórzyć, jak może poćwiczyć. Ocena słowna, byłaby wskazówką dla ucznia, a nie ocenieniem jego potknięcia, błędu. Już nie mówiąc o biologii, chemii, fizyce, ale przedmioty takie jak plastyka, muzyka, technika – nie powinny być oceniane stopniami 1-6, tylko oceną opisową.   Ciekawym rozwiązaniem jest również szkoła waldorfska, która w ogóle nie zawiera stopni.

Tyle o edukacji na dziś:)

Nie pisałem chyba jeszcze o tym, ale ja, z trzema osobami z mojej klasy dostaliśmy się do 3. etapu Olimpiady Medialnej. Tym razem musieliśmy robić pracę multimedialną na dany temat. Tematem gimnazjum była: Piąta rewolucja w mediach. Straszliwie nudneee. Osobiście wolałem temat liceum(Czy media rozwiną się kosztem naszej wolności), bo tutaj można by było pofilozofować, a tak to, trzeba było dać same konkrety. Pracę można wysyłać do dzisiaj. Ja wysłałem przed chwilką i nie oczekuję za bardzo wygranej. Z 25 gimnazjalistów przejdzie 12, więc szanse są nieduże i niemałe, ale jednak moja prezentacja mało co przedstawiała :) I jeszcze pech, bo programem na którym trzeba było zrobić prezentację, był Adobe Acrobat X Pro. Pierwsze słyszę, więc praca z nim również nie należała do prostych. Na początku musiałem wypróbować wszystkie przyciski, by zobaczyć do czego służą. Harowałem nad prezentacją dwie noce. Tak, że aż się rozchorowałem.

 

Dzisiaj rano poszliśmy do Samorządowego Ośrodka Doskonalenia, gdzie pracuje nasz polonista i mieliśmy tam już przesłać nasze prace do organizatorów OM. Ale ja, dopatrzyłem się w swojej błędów i literówek, więc nie wysyłałem. Albinoska też coś tam chciała jeszcze dodać. Eva miała bardzo mało, więc chciała jeszcze dokończyć w domu. A choleryczka, prawie w ogóle nie miała i wprawdzie dopiero tam zaczęła coś robić, bo jej się poprzednie prace nie zgrały.

Ogólnie to miał być termin 14 dni na zrobienie pracy, ale był jakiś atak floodowy i przerwano II etap olimpiady i przesunięto go, przez co zmniejszył się czas oddawania pracy o 5 dni. Ta decyzja nie było za miło przyjęta przez maturzystów, którzy chcą wybrać się do SWPS, której indeks można wygrać w olimpiadzie.

Polonista wspomniał, że praca moja i choleryczki (ta co była przedstawiana na targach EDUKACJA w Kielcach), była wczoraj pokazywanana jakiejś konferencji w Warszawie. A TAM JEST MOJE ZDJĘCIE Z MAMĄ :D RANY! :)

Pozdrawiam :)

Otagowane:  

Po nieprzespanej nocy (po oczekiwaniu na tranzyt Wenus – którego nie zobaczyłem, przez chmury!) i męczarni w szkole – wyszedłem wreszcie, po dwóch tygodniach na rower. Ogólnie najpierw do sklepu, by zaopatrzyć się w picie i coś do przegryzienia. Jesteśmy w realu, już prawie przy kasie – nagle przypomina mi się, że zapomniałem portfela.

Na kościelnym festynie dla dzieci wygrałem (prowizoryczną) firankę.. która bardziej przypominała obrus i gdy usiedliśmy przy osiedlowym, kwadratowym stole, rozłożyłem go, co  przyciągnęło wzrok dzieciaków na placu. Nagle Eva wzięła ten obrus i zaczęła mówić, że to jej szalik i chwalić się nim na ulicy. Potem założyła go na głowę, jak jakiś wojownik, a długi materiał zwisał jej na plecach jak welon ślubny:D I tak jechała po osiedlu. Ludzie bardziej byli zdziwieni niż uśmiechnięci. Jedyni policjanci się zaczęli śmiać  na widok nagle schodzących z rowerów, młodzieńców i przeprowadzających je przez ulicę.

Następnie poprowadziłem ich na wiadukt z torami(Mamy w Częstochowie taki most nad DK1, tam są tory kolejowe, a obok miejsca dla pieszych). Tam zawsze lubimy przebywać. Nie to, że jak głupcy szalejemy, wyskakując do pociągów! Stoimy na tym miejscu dla pieszych i czujemy wiatr ze włosach i zatykamy uszy, gdy maszynista zbyt głośno zatrąbi. Tam ogólnie zaczęliśmy z Evą i Flegmatykiem śpiewać wszystkie piosenki, jakie znamy. Wspaniałą atmosferę podkręcało to, że nie byliśmy w stosunku do siebie cyniczni.(Jak to by było w obecności reszty Klasy B). Mimo, że żadne z nas nie śpiewa za pięknie, nikt się z nikogo nie śmiał, a cały czas była to tylko zabawa, a nie jakieś zawody, czy konkursy:D Fajnie było sobie tak pośpiewać, wyciszyć się. Nikt nas nie słuchał, nikomu nie przeszkadzaliśmy, a jedynie zintegrowaliśmy się :) Może jesteśmy żałości, może jesteśmy głupi, ale chociaż jesteśmy sobą, a to największa wartość!

Tam też miała miejsce rozmowa o moich przyzwyczajeniach w stosunkach społecznych. Otóż przede wszystkim nie lubię rozmawiać z ludźmi, którzy mnie nie szanują(jak każdy człowiek, który ma jakieś poczucie wartości). Poza tym nienawidzę lizodupstwa. Osoby, które włażą ludziom do (za przeproszeniem) dupy na siłę, powinni się dobrze zastanowić kim są.  Ale te moje „wady” ani Evie, ani Flegmatykowi nie przeszkadzały(tzn. nie powiedzieli nic, gdy o to pytałem).

A jeżeli lubicie, czyjeś szczęście tak jak ja, napiszę znowu:

Jestem szczęśliwy, gdyż dopiero dziś postrzegam moją autonomię w życiu i ignorancję wobec negatywnych opinii większości osób – które na siłę chcą mnie zmienić, lub po prostu zniszczyć. :)

Dziękuję, dobranoc, pozdrawiam! :)

Otagowane:  

Czytając blogi, oglądając wartościowe filmy czy po prostu spotykając ludzi na ulicy, codziennie znajduję tam coś, co zmienia mnie na zawsze. Mój światopogląd, myśli, życie. Przede wszystkim na nowo, przemawiają do mnie słowa Kurta Cobaina: Przez całe moje życie nie wierzyłem w większość rzeczy, które wyczytywałem w podręcznikach od historii i w to, czego uczyli mnie w szkole. Teraz do mnie dotarło, że nie mam prawa, by osądzać kogoś na podstawie tego, co o nim czytałem. Nie mam prawa do osądzania czegokolwiek. Oto lekcja którą otrzymałem. Uczą one, że nie można nikogo oceniać. Broń Boże, po pozorach, wyglądzie, plotkach, ale także nie można oceniać po negatywnych przeżyciach z daną osobą. Bo każdy skrywa w sobie coś dobrego! Każdy!

Właściwie nie mam prawdziwych wrogów, z krwi i kości. Właściwie to ludzie mają mnie bardziej za wroga, niż ja ich. Być może mam pewnie uprzedzenia do niektórych osób, ale cóż nie jestem skory by przebywać z ludźmi, którzy nie mają do mnie szacunku. Tak jakoś, zauważyłem w ostatnim czasie, że choć cholernie się wstydzę, to potrafię rozmawiać z ludźmi, których mało znam, albo z dużą przerwą. Począwszy od rozmów w autobusie, po znajomość z przedszkola.

Jestem szczęśliwy, bo mogę byś siebie pewny, pewny swojej osoby. Jestem pewny, że nie mam za sobą żadnych układów. Jestem pewny, że nie okłamuję nikogo. Jestem na tyle miły, na ile umiem. Każdy niech pilnuje siebie. Szanuję tych, co są zawsze! Zawsze, tak jak ja staram się być dla nich. Dlaczego mam być solidarny z kimś, kto jest ze mną niesolidarny? Dlaczego mam chronić przed konsekwencjami kogoś kto sam mnie kara nienawiścią? Szybko rozpoznaję tandetę, popisywanie się, . Dlaczego jeżeli z kimś nie rozmawiam, to na pewno, nie bez przyczyny! Można by było powiedzieć: Dlaczego ten świat jest taki?! Ja spróbuję znaleźć odpowiedzi na to pytanie, szukając błędów w sobie.

Pozdrawiam! :)

Otagowane:  

Rodzina jest najważniejsza

Dodano 28 maja 2012, w Krytyka młodego człowieka, przez Niewygodny

Witam was po krótkiej przerwie! :)

Międzyczasie spotkało mnie wesele, ale o nim opowiem później.

Moja klasa jest na zielonej szkole(ja zostałem bo miałem wesele), więc powinienem chodzić na lekcje, do innej klasy. Ale nie no, nie chodzę, bo nienawidzę ludzi i nauczycieli klasy, z którą miałem mieć lekcje. Ponieważ w czwartek jest jakaś uroczystość, pani poprosiła mnie, bym prowadził tą imprezę. Oczywiście nie przypadkowo. Całe przedstawienie towarzyszące uroczystości, będzie opierało się na pracy, którą przygotowałem z Choleryczką na Targi EDUKACJA(mogliście kiedyś o tym przeczytać). Dzisiaj miała być o 13 próba. Godzina 11:40, pani ze szkoły dzwoni, że próba jest za 10 minut. Super! Zgrywam szybko prezentację z komputera na pendrive’a i lecę!

Pani, czyli człowiek prosto ze średniowiecza, uważa że nowoczesny projekt prezentacji Microsoftu, wygląda jakby się popsuła grafika w komputerze. No tak… kurde;/ Lepsze było całe czarne tło na każdym slajdzie…. Właściwie to co ja tam robiłem?! Potem zmieniła całkowicie motyw na jakieś wstrętne kolory.. Wstydzę się, że pod tą prezentacją jest moje nazwisko.

Dobrze, teraz przejdźmy do troszkę bardziej przyjemniejszej rzeczy. Otóż, wesele.

W sobotę od 8 bieganina. Sprzątanie, ubieranie klatki kuzynki w balony, zaprowadzanie świadka do kościoła i czytanie modlitwy w kościele. Jeszcze mnie kościelna wkurzyła.. Kazała mi żebym poszedł jako ministrant. Kurde.. czy ja choć raz mogę iść jak człowiek na jakąś mszę.

Kościół niszczy w służbie liturgicznej poczucie autonomiczności. To jak obgryzanie paznokci. Zaczynamy niewinnie, idziemy na ministranta. Potem się wciągamy, w tym przypadku to kościół nas wciąga. I potem trudno wyobrazić sobie uczestnictwo w mszy i w życiu jak normalny człowiek. Osoba, która zapisała się kiedyś do służby liturgicznej, idąc do kościoła, może być wręcz wepchnięta w strój i wyjść na kościół jako przedstawiciel kościoła. Kościół pytając pokornie, nasuwa odpowiedź. Skoro w sądach, jest to zakazanie, to dlaczego tu nie? Nikt nie spytał mnie, czy chcę iść jako ministrant, tylko kazał mi ubrać się w komże(strój ministranta) i wyjść na kościół. Czy tak ma wyglądać przybliżanie do Boga. Ja dziękuję.. Przeklinam dzień, w którym zdecydowałem się iść na ministranta! Zmieniło to moje życie o 360′, a osoby należące do ministrantury, też w dużym stopniu zniszczyło mi życie. To jest dobro i miłość? Dziękuję, wolałbym dinozaury!

Potem już wesele. Tak niewinnie, bezszelestnie usiadłem przy kuzynie(kimś tam z rodziny dalekiej, nie wiem jak nazwać :) ). Jak on zaczął rozmowę, to jakoś się rozluźniło. Rozmowę.., może jednak nie. Monolog! :)  Mówił tak szybko i tak dużo pytał, że nie mogłem dokończyć jeść rosołu! :) Na przeciwko mnie siedziała jakaś dziewczyna, której nie poznałem, a powinienem. Obok mnie siedział jeszcze drugi kuzyn(czyli też nie umiem nazwać inaczej) i na przeciwko niego, jego siostra. Po drugiej stronie na skos ode mnie, siedziała jeszcze dziewczyna z rodziny panny młodej, którą już znałem z różnych tam spotkań rodzinnych itd. Przy stole obok, siedziały moje dwie kuzynki(znów). Widać, że ktoś wygrał casting na osobę towarzyszącą dla Magdy, która szukała partnera na facebooku, ogłaszając oficjalny nabór! ;) Jednak potem w czasie wesela znalazła sobie innego chłopaka, z dalszej rodziny. Ja bardziej zakolegowałem się z tymi z rodziny panny młodej, niż z mojej bliższej.

Jakoś przemówiło do mnie to: Rodzina jest najważniejszą wartością w życiu. – z którego się śmiałem wręcz.

Teraz idę odsypiać, stracony w szkole, na próbie czas! :)

Pa!

 

  • RSS